Display_43_thumb_20171229_121804

Quo vadis Ministrze?

powrót

W październiku ubiegłego już roku rozpoczął się protest młodych medyków, którzy wspierani przez Porozumienie Zawodów Medycznych walczyli o wzrost nakładów na ochronę zdrowia, poprawę warunków pracy i wyższe wynagrodzenia.

Można było podejrzewać, że obecny rząd (w tym jego minister zdrowia), w szczególności wobec drastycznej formy protestu, przychyli się do żądań młodych lekarzy. Skandaliczne warunki pracy, związane m.in. z ogromem godzin pracy w miesiącu, jak również niskie wynagrodzenia, w szczególności młodych lekarzy, powodujące emigrację zarobkową, wymagają przecież zdecydowanej interwencji rządzących – to wydawało się jasne. Tak się jednak nie stało. W konsekwencji, medycy przystąpili do masowego wypowiadania tzw. klauzuli umownej opt-out (zgodnie z danymi podawanymi przez Ministerstwo Zdrowia, opt-out wypowiedziało dotychczas ok 3,5 tys. lekarzy, w tym ok. 1,8 tys. rezydentów).

Co to faktycznie oznacza?

Lekarze, pracujący dotychczas niejednokrotnie kilkanaście godzin dziennie, odstępują od dobrowolnie przyjętych w przeszłości norm czasu pracy dopuszczających pracę w wymiarze przekraczającym przeciętnie 48 godzin na tydzień w okresie rozliczeniowym trwającym nie dłużej niż 4 miesiące. Innymi słowy, lekarze powracają do reżimu przewidzianego w Kodeksie pracy. Wydawać by się mogło, że ta forma protestu spowoduje zaproponowanie przez Ministra Zdrowia realnych rozwiązań, także legislacyjnych, które zmierzać będą do rozwiązania nie tylko przeciągającego się konfliktu, ale również realnych problemów polskiego systemu ochrony zdrowia. Nie ulega przecież wątpliwości, że spośród wielu negatywnych skutków wypowiadania klauzuli opt-out, wpłynie ono także na wydłużenie i tak niebezpiecznie długich dla pacjentów kolejek do lekarzy specjalistów. Po raz kolejny należy wyrazić zawód, bowiem opublikowany 19 grudnia projekt rozporządzenia zmieniającego rozporządzenie w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu leczenia szpitalnego jest nie tylko absurdalny i konfrontacyjny względem protestujących lekarzy, ale i niebezpieczny dla zdrowia i życia pacjentów.

Co proponuje Ministerstwo Zdrowia? „Uelastycznienie” harmonogramu czasu pracy lekarzy, czy też umożliwienie świadczeniodawcom (dyrektorom szpitali) „optymalnego” planowania pracy personelu medycznego. Jak argumentuje resort, aktualne obowiązujące rozwiązania utrudniają zarządzanie podmiotem leczniczym oraz prowadzą do nieracjonalnego wydatkowania środków publicznych. Pozornie trudno się nie zgodzić. W rzeczywistości regulacje te mają jednak umożliwić dyrektorom szpitala sporządzenia takiego harmonogramu dyżurów medycznych, w których jeden lekarz dowolnej specjalności może być wyznaczony do pełnienia dyżuru na dowolnej liczbie różnych oddziałów szpitalnych.

Pomimo prób szukania przez Ministra Zdrowia analogii w przepisach innych krajów Unii Europejskiej, należy zdecydowanie podkreślić, że przepisy rozporządzenia nie mają nic wspólnego z nowoczesną medycyną. Ta oparta jest na wąskich specjalizacjach lekarzy, którzy do leczenia pacjentów podchodzić mają w sposób kompleksowy, a nie powierzchowny. Trudno bowiem nazwać inaczej niż „powierzchowne” badanie pacjenta z problemami kardiologicznymi dokonywane przez np. okulistę. Podsumowując, rozwiązania legislacyjne Ministra Radziwiłła po raz kolejny nie tylko są dalekie od realiów obecnej medycyny, ale powodują wręcz cofnięcie nas do początków XX wieku. Stanowią nieprzemyślaną, gwałtowną i nieprofesjonalną reakcję na problemy, wymagające działań złożonych, wielopłaszczyznowych – po prostu mądrych.

Pomimo szerokiej krytyki wskazanego rozporządzenia, w tym zdecydowanego stanowiska Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, projektodawcy twierdzą, że „zmiany nie będą miały negatywnego wpływu na jakość świadczeń”. Skąd ta opinia? Tego próżno szukać w uzasadnieniu projektu.

Pozostaje więc głośno zapytać – dokąd Pan zmierza, Panie Ministrze? Czy podczas swojej kadencji zdąży Pan jeszcze sformułować choć jedną propozycję, której celem będzie rozwiązanie najbardziej palących problemów polskiego systemu ochrony zdrowia - zwłaszcza jego niedofinansowania i emigracji kadry lekarskiej? Powyższe pytanie należy traktować dosłownie – polska ochrona zdrowia nie ma już bowiem czasu na rozwiązania pozorne.