Display_43_thumb_fot._krzysztof_bia_osk_rski

Nie bójmy się określenia „współpłacenie”

powrót

Nowelizacja ustawy o świadczeniach zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych, którą klub poselski Nowoczesna złożył w grudniu ubiegłego roku w ostatnich dniach jest szeroko komentowana przez media i instytucje zajmujące się ochroną zdrowia. Dobrowolność współfinansowania świadczeń rzeczowych to temat, którego nie możemy unikać. Pacjenci czekają na takie rozwiązania.

Jestem lekarzem z 40-letnim doświadczeniem. Wybrałem ten zawód, aby pomagać ludziom i dobro pacjentów leży mi szczególnie na sercu. Ten cel przyświecał mi także w chwili, gdy rozpoczynaliśmy pracę nad nowelizacją ustawy o świadczeniach zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych. Postęp technologiczny, większa wiedza pacjentów na temat dostępnych metod leczenia ich schorzeń sprawiły, że lekarze niemal każdego dnia odpowiadają na pytania dotyczących możliwości skorzystania np. z lepszej jakości wyrobów medycznych. To codzienność na oddziałach ortopedycznych, okulistycznych czy w gabinetach stomatologicznych. Dlatego zaproponowaliśmy drobne korekty w przepisach, które pozwolą wykorzystać wiedzę i umiejętności polskich lekarzy specjalistów w warunkach publicznej służby zdrowia. Tak, by z tych rozwiązań mogli skorzystać wszyscy pacjenci, a nie tylko ci których stać na leczenie w prywatnych gabinetach.

Co więcej, Nowoczesna w poglądzie, że współfinansowanie niektórych świadczeń zdrowotnych jest potrzebne, nie jest osamotniona. O takich rozwiązaniach myślał przecież minister Krzysztof Łanda, próbując nowelizować w październiku 2016 r. ustawę refundacyjną czy szef resortu zdrowia Konstanty Radziwiłł. W jego ustawie o działalności leczniczej znalazły się przepisy, które wprost mówiły o „współfinansowaniu” i gdyby nie opór szefowej rządu o tych rozwiązaniach rozmawialibyśmy na Komisji Zdrowia.

Projekt Nowoczesnej zakłada dobrowolność współfinansowania rzeczowych świadczeń przez pacjentów. W naszej nowelizacji (druk sejmowy 1201 raz z autopoprawkami z dnia 26 września br.) znalazły się przepisy, które dają im możliwość skorzystania np. z lepszej jakości wyrobu medycznego, za który uregulują różnicę między ceną zakupu, a wysokością limitu finansowania. Dopłata dotyczyć będzie wyłącznie wyrobu medycznego, a nie samej procedury. Ta nadal w takim samym stopniu będzie finansowana przez NFZ. Co najważniejsze: projekt w żaden sposób nie premiuje w dostępie do lekarza-specjalisty pacjentów, którzy zdecydowali się na tę formę leczenia. W myśl proponowanych przepisów wszyscy pacjenci są równi.

Wiele osób akcentowało niesprawiedliwość proponowanych rozwiązań, podnosząc argument, że są osoby, które na dopłatę do ponadstandardowego świadczenia nie mogą sobie pozwolić. A co z tymi, którzy o lepszej jakości wyrobach czytają w Internecie, słyszą o nich w prywatnych gabinetach medycznych? Dlaczego mamy nie wykorzystać wiedzy i umiejętności lekarzy do leczenia schorzeń nowoczesnymi metodami, które zapewnią sprawność fizyczną pacjentom na dłużej? Dlaczego taka forma leczenia nie może być praktykowana w publicznych placówkach?

Nie unikniemy debaty o współpłaceniu i cieszę się, że to z inicjatywy Nowoczesnej rozpoczęliśmy poważną dyskusję na ten temat. Nie twierdzę, że nasz projekt jest doskonały, ale wierzę, że w gronie posłów i specjalistów zapraszanych na posiedzenia Komisji Zdrowia jesteśmy w stanie opracować rozwiązania, które będą odpowiadały potrzebom pacjentów. To muszą być przepisy nadążające za postępem technologicznym, którego wszyscy jesteśmy świadkami.

Fot. Krzysztof Białoskórski